Ach, jak ja się cieszę, że…

Ach, jak ja się cieszę, że postanowiłem jednak nie kupować TLoU2 na premierę, tylko przyoszczędzić i za 150 zł zakupić Doom: Eternal. Stóweczka w kieszeni, a sama gra to miodek który przypomniał mi, czemu kocham gry. Żadnego LGBT, żadnych pierdołów w stylu „EEEE tam sie strzela do czarnych, EEE tam sie strzela do kobiet”.Bez fabularnych dłużyzn w stylu „EEE zabili mi kumpla więc pogadam o tym przez 15 minut z moją przyjaciółką, która kiedyś była facetem ale teraz identyfikuje się jako pancernik USS Iowa”. Nie. W DOOM Eternal strzelasz do pomiotów piekielnych, które chcą zniszczyć ziemię. Nie zastanawiasz się, czy ten imp identyfikuje się jako kobieta, czy jest żydem czy ma czarną skórę, po prostu walisz w niego salwą rakiet, patrząc jak zamienia się w czerwoną plamę. A główny bohater? DOOMguy, zwany też DOOMMarine, to chodzący anioł apokalipsy. Dojebany końskimi sterydami, z łapą większą niż udo przeciętnego człowieka. Ba, nawet nie musi się odzywać czy pokazywać twarzy, żebyś wiedział, że ma ogromne jaja i do tego zrobione ze stali. Dziękuję id Software, że znowu pokazaliście, jak sie robi gry. Reszta developerów może wam buty lizać. Dziękuję za uwagę, idę przejść to jeszcze raz. Na najwyższym poziomie trudności. Amen.
#gry #doom #komputery